W pamięci miałam historię mojej mamy której kopytka przeleciały przez durszlak, więc bacznie obserwowałam moje dzieło w gotującej się wodzie, żeby przypadkiem się nie rozgotowały. Po ugotowaniu były piękne, zdziwiłam się co prawda że jakieś takie duże się zrobiły, ale najważniejsze było to, że się nie rozgotowały.
Nałożyłam więc kopytka na talerze i siadamy do stołu.
Po pierwszej sztuce wydały mi się jakieś dziwne, patrzę na mojego chłopaka, niby je, ale jakoś tak niemrawo, ja miałam uczucie jakbym kamyczki wrzucała do żołądka.
W końcu biedak nie wytrzymał i pyta: "A nie za mało ziemniaków dałaś?"
A ja z wielkim zdziwieniem: "JAKICH ZIEMNIAKÓW??"
No więc moje kopytka powstały z ciasta składającego się z mąki, jajek i wody
Jest to historia z której śmieje się cała moja rodzina już ponad 10 lat



























