Skocz do zawartości
Forum Kulinarne Smaczny.pl
Marra

Co Sądzisz O Homeopatii

Rekomendowane odpowiedzi

Cieszę się że trafiłaś na lekarza, który rozpoznał chorobę. Dzieciom życzę zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia a Tobie wytrwałości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam Od razu napisze,że lakarzem nie jestem i mogę tylko podpowiedzieć coś z własnego doświadczenia , a w zasadzie na przykładzie moich dzieci. Mam dwoje dzieciaków,które czasami chorują ,ale jak zachoruja to już na dobre :) Klaudia miała 4 miesiące jak przeszła zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych bakteryjno-wirusowe z posocznicą ogólną organizmu (zakażenie krwi i całego układu moczowego) Wyhodowała jej się Neiseria Meningitidis Dzięki wspaniałym lekarzom wyszła z tej choroby bez szwanku ,a ja byłam najszczęśliwszą matką pod słońcem. Druga choroba Klaudii to zapalenie oskrzeli w wieku ok 5 lat i potworny kaszel trwajacy 7 miesięcy. Po wykluczeniu pozostałości po zapaleniu oskrzeli padła diagnoza na astmę alergiczną i tak Klaudia była leczona 7 miesięcy. Ogromne ilości leków wziewnych nie dawały rezultatów.Było coraz gorzej.Klaudia spała na siedząco i dusił ją kaszel taki suchy i napadowy na zmianę z mokrym i odrywającym. Aż tu nagle pewnego dnia przyszła nowa pani doktór,która po zapachu z buzi rozpoznała bakterię w gardle stawiając wstępną diagnoze. Od razu zrobiła jej wymaz z gardła i oddała do analizy z zaznaczeniem antybiogramu. Po 2 dniach był wynik i potwierdzenie diagnozy Gronkowiec złocisty wędrujący w przegrodzie nosowo-gardłowej typ oporny na wszystkie antybiotyki. I znów szok ,bo nie ma czym leczyć. Pani doktor uderzyła w środki naturalne i dała Klaudii codziennie kogiel mogiel ze spirytusem (kilka kropli) i cytryną i dodatkowo krople Citrosept z pestek grejfruta. Po 3 tygodniach Klaudia była zdrowa. Leczenie kontynuowaliśmy przez 3 miesiące ,by nie było nawrotu. Piszę tak szczegółowo dlatego,ze ten Gronkowiec musiał zostać wszepiony Klaudii przy intubacji w szpitalu jak lekarze ratowali jej życie przy posovznicy i przez tyle lat siedział sobie cichutko i czekał kiedy może zaatakować. Pewnego dnia Klaudia straciła lekko odporność i gronkowiec się rozwinał. Gdyby nie tamta lekarz pewnie długo by jeszcze Klaudia była leczona na astmę ,której nie było. Ot Polska rzeczywistość. :D Z Kubusiem mogę napisać podobny post na temat alergii krzyżowej i sposobów jej zwalczania,ale to wtedy jeśli któraś z Was będzie tym tematem zainteresowana. Nie każda alergia wyjdzie w testach z krwi i skórnych ,są takie których wykryć praktycznie się nie da i taki rodzaj ma mój syn Walka trwa już od 4 lat i już są efekty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Droga Maro, ja też nie jestem lekarzem ale mogę ci przedstawić sytuację mojej ciotki. Od niemal zawsze męczyła się z "astmą", a przynajmniej tak twierdzili lekarze. Kaszel stawał się coraz cięższy i gorszy do zniesienia a oni nawet nie chcieli wysłać jej na badanie płuc ani nic. Zdecydowała się pójść na "badanie metodą niekonwencjonalną", leczenie prądami, jak to ona nazywała. Kobieta tylko ją dotknęła i powiedziała że powinna zrobić sobie badanie krwi i nie chce jej straszyć, ale jest w śmiertelnym niebezbieczeństwie. Ciotka się przestraszyła i poszła na badania. Z krwi wynikło że jest o krok od białaczki i nie wiem w jaki sposób ale udało jej się nakłonić lekarza do skierowania na zdjęcie płuc. Wynik: najbardziej złośliwy rak płuc na jakiego zachorowują palacze (a ona nigdy nie miała papierosa w ustach) i na dodatek już z przerzutami. Początkowo chodziła do tej lekarki co jej powiedziała że ma badanie krwi zrobić. Leczyła ją tymi prądami i ciotka czuła się lepiej po jakimś czasie. Nawet kaszel zaczął ustawać. Alepotem nasłuchała się od znajomych że lekarze są w stanie ją wyleczyć itd, a to to nie wiadomo skąd się wzięło i wierzyć temu nie wolno. Przestała do niej chodzić, zaczęli jej dawać chemię w szpitalu. Ciotce się pogarszało po każdej dawce, kaszlała krwią i ropą. Jak już nie było dla niej nadziei odesłali ją do domu i powiedzieli że ostatnie miesiące życia najlepiej spędzić z rodziną. Po paru miesiącach ciotka nie żyła... Nie mówię że wierzę w lekarzy normalnych czy "niekonwencjonalnych". Ale ja normalnych lekarzy unikam jak ognia i od tego czasu o wiele lepiej się czuję. Mój ojciec tak samo. Ale każdy wierzy w to, co mu serce podpowiada. Mój ojciec miał nieżyć zanim się urodziłam bo jego nerki były nieuleczalne... Dopóki na siłę się nie wypisał ze szpitala. Dla mnie lekarze do szatany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.