Pierwszym ciastem, które upiekłam samodzielnie była "Izaura", niestety pianę z białek, którą wcześniej ubiłam postawiłam wysoko na lodówce i przypomniałam sobie o niej jak już ciasto było w piecu, dziwiłam się, że ten ser jakoś pływa po wierzchu, ale co tam...I moja pierwsza "Izaura" to zakalec z ciemnego ciasta i chrupiący ser na wierzchu!!!
Za gotowanie tak poważnie wzięłam się w akademiku, chociaż działy się tu różne dziwy w kuchni, kiedyś koleżanka wstawiła sobie jajka i wyjechała, zgadnijcie gdzie??do Paryża, a jajka za nią, ale tylko doleciały do sufitu. A ja pamiętam jak z braku czasu kupiłam kiedyś taką puszkę z kaszą i pieczarkami, którą gotowało się w wodzie, nie otwierająć, wyjęłam gorącą puszkę, szybko zrobiłam dziurkę otwieraczem i co.....i cały pokój upszczony był kaszą i pieczarkami.
Początki nigdy nie są łatwe. ale teraz moją kuchnię lubi rodzinka i znajomi. A największa radość jak to co zrobię smakuje!!!!
































